Zarejestruj się | Zaloguj się
 
 
 
 
     
 

Podgląd

Zamknij close
 
 
 
     


Wiesław Mariusz Zieliński - Dzieciaki. Fotografie 1960-1969

 
     
 
Powiększ
 
     
 LEFT
     
   
     
 RIGHT
 
     
 

Podgląd

Zamknij close
 
 
     
   
     
LEFT
     
   
     
RIGHT
 
     
Wystawa nasz patronat  zakończone 
 

Kiedy:

od 01 cze 2016 do 24 cze 2016

Gdzie:

Stara Galeria ZPAF

Pl. Zamkowy 8

Warszawa

wernisaż: 1.06.2016, godz. 18:00,

o godz. 19:00 odbędzie się koncert fortepianowy

Wystawa "Dzieciaki. Fotografie 1960-1969" prezentuje ważną część dorobku Wiesława Mariusza Zielińskiego, w której autor kieruje uwagę na dzieci. 

O genezie swojego zainteresowania światem małych ludzi autor tak opowiada: "Chcąc określić, kiedy dziecko stało się głównym tematem mej twórczości, muszę cofnąć się do wczesnych lat 60-tych XX w., czyli do początków mojej fotograficznej pasji. Miałem naprawdę sporo szczęścia, że poznałem niezwykłego artystę fotografika śp. Witolda Dederkę. Kiedyś pokazałem mu kilkanaście swoich fotografii. Wśród nich, były także zdjęcia przedstawiające dzieci. I to właśnie na nie, Witold zwrócił szczególną uwagę. Zostaniesz „dzieciorobem”, powiedział. Jego słowa okazały się wkrótce prorocze.

Przez najbliższy okres, coraz częściej kierowałem obiektyw aparatu w stronę dzieci a trwało to przez całą dekadę lat 60-tych. Pierwszy cykl fotografii o tematyce dziecięcej pt. „ Wielki Świat Małego Człowieka” zaprezentowałem na wystawie indywidualnej w ówczesnej galerii Warszawskiego Towarzystwa Fotograficznego w 1965 roku.

Fotografując, zawsze starałem się zgłębić naturę dziecka.  Uchwycić to, co najbardziej charakterystyczne dla okresu dzieciństwa: radość, smutek, marzenia, relacje z rówieśnikami, czy też środowisko w którym żyje i spędza swój czas. Moim cichym pragnieniem jest, by sytuacje przedstawione na fotografiach rozbudziły u oglądających, ich własne wspomnienia. By wywołały uśmiech, ale też skłoniły do refleksji."

 

"Czas niewinności" - Andrzej Zygmuntowicz o wystawie Wiesława Mariusza Zielińskiego:

Każdy z nas ma taki dzień, w którym zaczyna się jego historia, ale przez następne tygodnie, miesiące a może nawet kilka pierwszych lat, nie on decyduje o swoim życiu, lecz jego dorośli opiekunowie. Doglądając nas, pozwalają powoli poznawać świat przez dotykanie go, smakowanie i odbieranie wszystkimi zmysłami. Od czasu do czasu zdarzą się mniej udane próby poznawcze, sparzymy się, ubrudzimy, skaleczymy. Bez tych drobnych, lecz koniecznych doświadczeń, trudno dorosnąć i w pełni odbierać świat, który przecież też jest nasz, czeka na nas byśmy, gdy pojawi się właściwa pora, przejęli po poprzednikach jego podtrzymywanie i rozwój. Zanim to się stanie, zanim dobrniemy do dorosłości, jesteśmy dzieciakami pełnymi energii, ciekawości, jesteśmy poszukiwaczami przygód, przenoszącymi elementy bajkowe w realną dookolną przestrzeń, która dzięki naszej wyobraźni jest pałacem Królowej Śniegu, komnatą Sinobrodego, domkiem siedmiu krasnoludków. Trzepak na podwórku, krzaki w parku, schowek na szczotki i grabie czy piaskownica zamieniają się w pole walk Winnetou z Siuksami, Krzyżaków z wojskami Jagiełły, miejscem dla księcia ratującego księżniczkę. Niektóre bajkowe zabawy to samorodne dzieła dzieciaków, nie wpatrujących się w ekrany podpowiadające jak zabawa powinna wyglądać i czym należy się bawić.

O tym dziecięcym świecie opowiada swoimi zdjęciami Wiesław Mariusz Zieliński. Będąc dziś człowiekiem zdecydowanie dorosłym powrócił do swoich dawnych kadrów, by przypomnieć świat bardzo młodych ludzi, których dzieciństwo przypadło na lata 1960te. Obok czasu swobody, braku prawdziwych obowiązków, otwartości na świat, wykorzystywania nieograniczonej wyobraźni, nabierania wiedzy o życiu i przyuczaniu się do budowania relacji międzyludzkich, na fotografiach Wiesława Mariusza Zielińskiego odnajdziemy przestrzenie, w których te pierwsze doświadczenia miały miejsce. To Warszawa jeszcze nieodbudowana. Ten świat to już bardzo odległa przeszłość. Jest czymś zupełnie naturalnym, że na powojennych gruzach wyrosło, przez następne lata, nowe miasto ale zdumiewa ówczesna otwartość przestrzeni, żadnych płotów, bramek, stróżówek, ochroniarzy, można przejść z każdego miejsca w każde, najprostszą możliwą trasą. Jak otwierało to pole do zabawy i oswobadzało wyobraźnię. Kij zamieniał się w szablę Wołodyjowskiego, pieniek po choince bożonarodzeniowej w kopię huzara, pokrywka z gara do gotowania bielizny w tarczę obronną a gnany wiatrem kawałek materiału czy tektury w płachtę torreadora walczącego z bykiem a trzepak i dłuższy kawałek gumki do majtek zamieniały się w sprzęty do wyrafinowanych zajęć sportowych.

Oko Wiesława Mariusza Zielińskiego jest pełne czułości i sympatii dla młodego pokolenia. On nie ocenia, nie komentuje, jedynie ujawnia jaki był ten czas dzieciństwa pięćdziesiąt lat temu, gdy zabawkę trzeba było sobie wymyślić a wszystko mogło nią być, jak szukano radości i potrafiono cieszyć się drobiazgami mimo, że ówczesny świat radosny nie był. Dziecięce mikroświaty były swoistymi wyspami wolności, do których nie docierał zbrutalizowany świat dorosłych. Patrząc na zdjęcia mamy wrażenie, że autor odnalazł „czapkę niewidkę”, która pozwoliła mu na bycie niedostrzeganym przez bohaterów zdjęć. Trochę jak w teatrze – widzimy scenę, na nią pada całe światło ujawniające relacje między obecnymi na niej bohaterami. Autor zdjęć pozostaje niewidoczny, ukryty w głębokim cieniu, ale jego obserwacja jest pełna, obejmuje całą scenę, wskazując na bohaterów i ich osadzenie w realiach swego czasu, przy tym dostrzega drobiazgi, ledwie widoczne detale, ukryte przed niewprawionym okiem, by wskazać je jako znaki czasu dzieciństwa i czasu powojnia. Tych młodych ludzi wyróżnia pełna energii fantazja, pozwalająca przeskoczyć wszystkie przeszkody i ograniczenia, są zaradni, pomysłowi, otwarci, nie wiedzą że czegoś nie można, że czegoś nie wypada robić. Chcą przeżyć czas dzieciństwa najlepiej i najciekawiej jak się da. Dla nich nie ma barier ani fizycznych ani psychicznych. To taka drobna różnica między rozhukanymi dzieciakami zdobywającymi świat a świadomymi ograniczeń dorosłymi, przyjmującymi z przesadną pokorą standardowy, powtarzalny system zachowań. Jak łatwo pozbywamy się tej radosnej pasji doświadczania życia całym sobą, jak zatracamy się w uporządkowanym świecie, w którym cieszenie się byle czym nie pojawia się już, bo czy potrafimy stać się Winnetou, gdy przypadkiem znalezione ptasie pióra nie znajdują już na naszej głowie miejsca na wetknięcie? Czy, gdy poczujemy wewnętrzną radość, potrafimy wyjść na balkon naszego bloku i głośno oznajmić wszystkim mieszkańcom: Ludzie! Kocham was! Gdy nosiliśmy krótkie spodenki to było jednak możliwe. Wiesław Mariusz Zieliński swoją wizją czasu niewinności nakłania nas byśmy starali się zachować jak najwięcej tej otwartości, cieszenia się życiem i nie poddawania się konwenansom, byśmy podtrzymywali dziecięce zauroczenie światem i drugim człowiekiem, i nie dawali się zniewolić materialnością współczesności.

 

Foto galeria (2)